Loader

Prywatny ośrodek leczenia uzależnień   |   Ośrodek Przebudzenie Wrocław

osrodekprzebudzenie@gmail.com       |       +48 733 123 300       |       +48 695 415 873

Blog / Fałszywa duma alkoholika

moralniak

Fałszywa duma alkoholika

admin - 08.12.2017

Fałszywa duma alkoholika
Ocena: 5 na 1 głosów

Uwielbiałem okazywać swoją moc, ale nie moc fizyczną mam na myśli. Raczej moc swojej osobowości, swojego słowa. A jaką moc może okazywać pijący alkoholik? Zdecydowanie tą, która pokazuje wszystkim dookoła i sobie samemu, że to jednak ja panuje nad alkoholem i mogę nie pić kiedy tylko zechcę. I, że te wszystkie powątpiewania w moja moc, i te krzywe spojrzenia kierowane w moją stronę są niesprawiedliwe, bo zobaczcie wszyscy, jak chce to mogę nie pić!

W moim życiu świadomych przerw w piciu miałem bardzo mało, raptem trzy lub cztery. Wszystkie oczywiście spowodowane kacem moralnym, który był następstwem moich pijackich „wyczynów”. Następnego dnia po wytrzeźwieniu, kiedy do mojej skołatanej alkoholem głowy docierały informacje, którym nie mogłem w żaden sposób zaprzeczyć, pojawiało się przeogromne jak Pacyfik poczucie winy, które kilka razy zmusiło mnie do chwilowej abstynencji.

Moralniak przyczyną chwilowej abstynencji od alkoholu

Nie będę opisywał tych zdarzeń, bo to nie one są w tym momencie ważne. Bardziej zależy mi na ukazaniu pewnego schematu, typowego dla uzależnionej osoby. Kiedy po jakimś pijackim zdarzeniu pojawiał się tzw. „moralniak”, naturalnym odruchem była próba jego racjonalizowania, czyli wytłumaczenia sobie i innym powodów dlaczego tak postąpiłem.

Mogłem zaprzeczać i obwiniać wszystkich wokół, ale mogłem też przyjąć fakt, że to właśnie ja jestem winien w tej sytuacji. I właśnie kilka razy, powodowany wyrzutami sumienia, zatrzymałem się na chwilę w swoim pijackim amoku.

Najważniejsze było wówczas dla mnie to, aby jak najwięcej ludzi z mojego otoczenia dostrzegło i pochwaliło mnie, że nie piję. I tak właśnie tez było.

„O! Nie pijesz…jak fajnie!”

„Kurczę, Grzesiek, jak jesteś trzeźwy, to super facet jesteś.”

Takimi i podobnymi pochwałami karmiłem swoja chorą duszę. Ale ileż mogły trwać takie peany na moja cześć? Tydzień? Dwa tygodnie? maksimum trzy.

Po tym czasie nikt już sobie nie zaprzątał głowy faktem, że kilkanaście lub kilkadziesiąt dni nie piję. Nikt już nie klepał mnie po ramieniu jaki to fajny gość jestem na trzeźwo… Czegoś mi zaczynało brakować. Fałszywa duma nie dostawała tego, czego oczekiwała, a i życie bez alkoholu już nie było takie ciekawe. Mimo, że nie piłem, to nadal funkcjonowałem jak pijany.

„A może spróbuję chociaż jedno piwo, a potem będę pił już kontrolowanie i tylko w wyjątkowych okazjach?”

W głębi duszy wiedziałem, że to nie będzie jedno piwo i o żadnym kontrolowaniu picia nie może być mowy. Ale nie mogło być inaczej. Byłem wówczas (i nadal jestem) chory na nieuleczalną chorobę jaką jest uzależnienie od alkoholu. Po takim wewnętrznym przyzwoleniu, szedłem na to jedno piwo, które zamieniało się szybko w drugie, trzecie, czwarte, jeden kieliszek wódki, drugi…

Alkoholizm, to podstępna i potężna choroba. Ważne jednak jest to, że możliwe jest skuteczne leczenie alkoholizmu.

Grzesiek.